Opowieść nadbałtycka

Damian Damięcki - pierwsza rola w filmie ?Opowieść atlantycka?Było to na początku lat pięćdziesiątych, chyba w roku 1953. Akurat ukończyłem w Warszawie kurs nauczycielski, wykorzystując roczny urlop płatny i jako specjalista przedmiotowy zostałem skierowany do nadmorskiego miasteczka Łeby w powiecie lęborskim. Było to typowe miasteczko rybackie. Prawie wszyscy jego mieszkańcy żyli z ryb: albo je łowili, albo pracowali w fabryce konserw czy też w którejś z wędzarni. W porcie rybackim kołysało się około 60 kutrów.

Pewnego dnia gruchnęła w miasteczku wieść, że będą tu nakręcać film pt. "Opowieść atlantycka". Reżyserowała go Wanda Jakubowska, znana wówczas osobistość w świecie filmowym. Ekipy dekoratorów wykonały sztuczne palmy, bo Łeba miała być w tym filmie miasteczkiem śródziemnomorskim. W filmie, obok innych aktorów, grało dwóch chłopców ze szkoły podstawowej. Jednym z nich był znany dzisiaj aktor Damian Damięcki. Matka jego postawiła warunek, że nie zawali szkoły. Zdjęcia robione były całymi dniami i o normalnej nauce w szkole nawet mowy nie było. Kierownik produkcji zgłosił się do naszej szkoły z propozycją zatrudnienia prywatnego nauczyciela. Musiał to być nauczyciel uniwersalny. W tym rankingu wygrałem ja, a to ze względu na znajomość języka rosyjskiego.

Pamiętam, jak wspomniana wyżej p. Jakubowska angażowała mnie do pracy. Zapytała "ile oni wam płacą?" Podałem sumę. "Pomnożymy to przez trzy, dobrze?" Byłem oczarowany i na podstawie umowy-zlecenia stałem się członkiem ekipy filmowej.

W końcowej części filmu była najważniejsza scena: wyzwalanie przez Amerykanów tego śródziemnomorskiego miasteczka. Dobrze się składało, bo akurat w Lęborku stacjonował batalion czołgów. Film podpisał z dowództwem umowę na wykorzystanie tych czołgów i jako statystów ich obsługi. Dekoratorzy szybko je przemalowali ze wszystkimi szczegółami. Nasze miasteczko miało być za chwilę wyzwolone przez Amerykanów. Sunęły te czołgi asfaltową drogą z Lęborka do Łeby. Żołnierze w mundurach US Army stali w wieżyczkach czołgów.

Amerykański czołg w Łebie

W tym czasie ze wsi Gęś leżącej po lewej stronie tejże szosy jechał rolnik. Zobaczył czołgi i amerykańskich żołnierzy. Ogarnął go szał radości. Zawrócił wóz i popędził do wsi. "Ludzie, Amerykanie nas wyzwolili!" - krzyczał. Cicha wieś oszalała z radości.

Niestety, koniec tej opowieści jest żałosny. Film krytycy uznali za nieudany, a rolnik z Gęsi za defetyzm skazany został na pół roku więzienia.