Każdy ma swoje zaczarowane miasto

Wyspa - kwartalnik literacki (nr 9)

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek trafiła w moje ręce bardziej europejska, a raczej unijna, a może nawet kosmopolityczna książka. Bardziej unijny jest już chyba tylko sam traktat, nad którym dyskutują politycy. Ta najbardziej uniwersalna, kosmopolityczna publikacja to „Zaczarowane miasto”. Pew­nie twórcy nawet nie myśleli, że ktoś tak to odbierze. Ja też, sięgając po nią, nawet o tym nie myślałam. Nie myślałam ani o Unii, ani o Zjednoczonej Europie, ani o świecie. Myślałam, że poczytam wiersze, obejrzę obrazki i włączę płytę i pewnie w jakiś świat się przeniosę, ale nie przypuszczałam, że w tak szeroki. Cóż więc się nagle stało, że tak piszę? Nic tak nie jednoczy ludzi jak sztuka. Gdy przed laty, jako tłumacz, pomagałam w tworzeniu wystawy „Translation” w Zamku Ujazdowskim, czułam, że to, co jest niezwykle międzynarodowe, to właśnie owa sztuka. Zwłaszcza gdy mówi o rze­czach uniwersalnych. O pięknie, o przyrodzie, o szukaniu akceptacji. Nic tak jak sztuka nie łagodzi obyczajów. Czyż to nie sztuka, a konkretnie nie muzyka, uratowała życie Wła­dysławowi Szpilmanowi? Ludzie kultury i sztuki zawsze dogadają się między sobą. Jakby łączyła ich niewidzialna, niczym babie lato, nitka porozumienia.

Tu też jednoczą się, skupieni na kilkudziesięciu kartkach, rożni autorzy. Co ich jed­noczy? – zaczarowane miasto. Tym zaczarowanym miastem jest Łeba. W tym przy­padku historia Łeby opowiedziana jest przez słowa – ich początek to kaszubskie „Ojcze nasz”, ale nie tylko. Opowiadają ją także obrazy Maxa Pechsteina, niemieckiego mala­rza, który ukochał pojezierze słowińskie i Rowy, ale i Łebę. To on w 1945 roku dla Łeby namalował obraz Madonny, tak nietypowy dla siebie. On, ewangelik, maluje matkę Bożą katolikom. Przecież u luteran nie ma kultu maryjnego. A jednak! Pechstein zro­zumiał potrzebę nowych mieszkańców Łeby, którym opieka madonny była potrzebna jak chleb i namalował ją najlepiej jak potrafił. Do dyspozycji miał wprawdzie tylko farby do konserwacji kutrów i prześcieradło, czyli płótno bynajmniej nie malarskie.

Całości dopełnia muzyka Sławomira Łosowskiego – niegdyś lidera grupy Kombi – która w zadziwiający sposób współgra z obrazami i wierszami poetów. Są tu wiersze, które przenoszą nas z Łeby do innych miast. Niemniej zaczarowanych. Cóż się okazuje? Każdy ma swoje zaczarowane miasto. Łeba jest tu tylko takim symbolem. Jako nadmor­ska miejscowość, z której kurty, statki i jachty dalekomorskie wyruszają w świat. Wyru­szają do innych miast i portów. Każde z tych miast dla kogoś może być magiczne i zacza­rowane. W magicznym mieście Łeba możemy wdrapać się na latarnię morską Ernesta Brylla, a potem wyruszyć do Izraela wraz z… Zygmuntem Frankiem, by tak jak Andrzej Samborski zastanowić się, czy bliżej nam do Odyseusza, czy Kolumba. Zanurzamy się w wierszach Krzysztofa Niespodziańskiego, by wraz z nim, tak jak zrobił to Kaspar David Friedrich, malując słynnego „Mnicha nad brzegiem morza”, dojść do wniosku, że człowiek jest ziarnkiem piasku wobec ogromu Boga, a swój ogrom Bóg najlepiej wyraził w naturze, którą obdarował tak wielką mocą. Z magicznego miasta Łeba możemy też wyruszyć wraz z Katarzyną Krenz do nie tak odległego Gdańska i do raczej odległej Toskanii. I wrócić znów do Łeby. Jakby była początkiem i końcem świata. Ale cóż… Łeba to symbol. Każdy ma swoją Łebę. Każdy szuka swojej Łeby. Ta książka może pomóc tym, którzy jeszcze jej nie odnaleźli. Bez względu na to, w której części świata mieszkają.

Małgorzata Karolina Piekarska

„Zaczarowane Miasto. Obrazy, słowa, muzyka / Die Verzauberte Stadt. Bilder, worte, musik”, opracowali Andrzej Samborski, Julia Pechstein, Sławomir Łosowski według pomysłu Marii Konkol i Katarzyny Krenz, seria poetycka „Marę Poetarum” Biblioteki Miejskiej w Łebie, Łeba 2008.