
19 kwietnia w bibliotece miejskiej przeprowadziłam wywiad z Panią Aleksandrą Sztandarską, która studiuje filozofię na Wydziale Nauk Społecznych na Uniwersytecie Gdańskim.
– Co skłoniło Panią, żeby studiować filozofię?
W moim przypadku to było spontaniczne. Chciałam zawsze iść na psychologię, albo do szkoły teatralnej i zaczęłam czytać Gombrowicza. To jest mój ukochany autor. Potem przeczytałam jeszcze jedną fajną książkę „Świat Zofii”. Gdy czytałam tą książkę, to pomyślałam, że to jest coś innego, coś dziwnego, że chyba chciałabym to robić.
– Co to jest filozofia?
To jest ciężkie pytanie. Filozofia to umiłowanie mądrości. Stawiamy pytania ogólne, na które ciężko znaleźć odpowiedź i szukamy cały czas prawdy o życiu.
-Skąd wzięło się zainteresowanie filozofią? Czy tylko pod wpływem książek?
Może też trochę przez przyjaciół. Często zastanawialiśmy się nad pytaniami: Po co? Dlaczego? O co chodzi?
-Czym dla Pani są studia?
Studia to nie tylko nauka. To również niesamowita przygoda. Poznaje się tylu ludzi! Studia dają tyle możliwości! Są wolontariaty studenckie. Jest program Erasmus, który daje możliwość wyjazdu do innego kraju.
-Jaka panuje atmosfera na studiach?
Atmosfera jest świetna. Nie jest nas dużo. Na moim roku jest 30 osób. Podzieleni jesteśmy na trzy grupy. Znamy się dobrze. Są to ludzie z tymi samymi problemami, z tymi samymi pytaniami i z tą samą ciekawością świata.
-Czy pamięta Pani swój pierwszy dzień na studiach?
Ojej! Pamiętam! Pomyliłam salę trzy razy. Poszłam na inaugurację na wydział pedagogiki. Sala zapełniona, a ja nagle zorientowałam się, że trafiłam nie tam, gdzie trzeba, więc wstałam i wychodzę, a wszystkie oczy skierowane na mnie. Kilkaset osób. Na pierwszych zajęciach pomyślałam, że nie dam rady, że mówią do mnie w zupełnie innym języku. Z nikim się nie znałam. Każdy czuł się zagubiony. A potem już było fajnie.
-Kim Pani chciała być w dzieciństwie?
Zawsze chciałam być aktorką. Chciałam się wcielać w różne role i być różnymi osobami. Jak jestem na filozofii, to wydaje mi się to analogiczne, gdyż filozofia daje mi różne spojrzenia, różne perspektywy na świat.
– Czy po studiach wróci Pani do Łeby?
Na Łebę zawsze patrzę z sentymentem. Jak jestem długo poza Łebą, to tęsknię za nią. A jak wracam z uczelni do domu i widzę tabliczkę z napisem ŁEBA, to robi mi się ciepło na serduchu. Myślę, że Łeba jest miejscem, w którym się czuję jak w domu.
– Co powiedziałaby Pani młodzieży, żeby została w Łebie?
To zależy tylko od was czy zostaniecie w Łebie. Jeśli zaczniecie się spotykać i działać, to stworzycie wspólnotę. To ludzie tworzą miasto. Łebę tworzą jej mieszkańcy.
– Gdzie chciałaby Pani pracować po skończeniu studiów?
Najchętniej to chciałabym wziąć plecak i zwiedzać, podróżować, albo zostać na uczelni i robić coś dalej z filozofią.
-Co chciałaby Pani robić w przyszłości?
Zostać podróżnikiem, albo uczyć filozofii.
– Jakie są Pani plany na przyszłość?
Jest taki wolontariat europejski. Złożę tam swoje CV, aby w listopadzie pojechać na trzy miesiące do Tajlandii. Są tylko dwa miejsca, ale mam nadzieję, że mi się uda.
-Dziękuję za wywiad.
Anna Marzec – uczestniczka projektu „Jestem łebski” realizowanego dla młodzieży gimnazjalnej przez Bibliotekę Miejską
