Krzysztof Sanocki interesuje się historią Łeby. Od dzieciństwa słuchał opowieści swoich dziadków o tym, jak wyglądała powojenna Łeba. Postanowił, że będzie studiował turystykę historyczną i promocję dziedzictwa kulturowego.
Jaki wybrałeś kierunek studiów i na jakiej uczelni studiujesz? Jestem studentem III roku Wydziału Filologiczno-Historycznego Akademii Pomorskiej w Słupsku. Studiuję historię, a moją specjalnością jest turystyka historyczna i promocja dziedzictwa kulturowego.
Taki kierunek jest na tej uczelni? Kiedyś chyba go nie było? Kierunek ten uruchomiono w 2011 roku. Są na nim następujące specjalności: archiwistyka oraz turystyka historyczna i promocja dziedzictwa kulturowego.
Czy możesz powiedzieć czego uczycie się na tym kierunku? Na początku była typowa historia obejmująca kolejne epoki historyczne. Ponadto mamy zajęcia z zakresu historii sztuki, muzealnictwa, kolekcjonerstwa, etnografii, kultury materialnej pomorskiej, budownictwa warownego na Pomorzu oraz marketingu i zarządzania turystyką.
Ile osób jest na Twoim roku? Na moim roku jest 13 osób.
A skąd się wzięło zainteresowanie turystyką historyczną? Historia była moim ulubionym przedmiotem w szkole. Interesowała mnie także historia naszego regionu zwłaszcza Łeby i Lęborka. Pamiętam jak w dzieciństwie mama i babcia opowiadały mi o tym, jak wyglądała powojenna Łeba. Moi dziadkowie przyjechali w 1946 roku z Iławy do Lęborka. Później mój dziadek przyjechał z kolegą do Łeby, aby tu znaleźć dom, w którym mógłby zamieszkać z rodziną. Za dziadkiem przyjechała babcia i tak tu zostali.
Szczególnie interesuje mnie historia złotego wieku Polski, a dokładniej : dzieje husarii, sposoby walki ,uzbrojenie , bitwy. Przeczytałem na ten temat wiele artykułów i ciekawostek.
Wiem, że kończysz III rok i piszesz pracę licencjacką. Czy tematem Twojej pracy będzie Łeba? Niestety nie. Na początku chciałem pisać o Starej Łebie, ale jest za mało materiałów. Potem chciałem pisać o ruchu turystycznym w Łebie, ale ktoś mnie uprzedził i wcześniej wybrał ten temat. Zdecydowałem, że tematem mojej pracy będzie: Krzyżacki Lębork-zamek i umocnienia obronne.
A co takiego ciekawego jest w tym temacie? Po pierwsze to nie wszyscy wiedzą, że w Lęborku jest zamek, są fragmenty murów i baszt. Ciekawe jest również to, że Lębork jest uważany za niemieckie miasto. Trzeba pamiętać, że należał on do Polski .
W XV w. gdy Lębork miał być oddany we władanie Krzyżakom, Długosz pisał tak: „ […] potem ich żony, niewiasty i dziewice, błagali na klęczkach nie tak słowy, jak raczej łzami, aby ich razem z miastem nie wydawał Krzyżakom i nie odrywał od królestwa polskiego” .
Na studiach odbywa się praktyki. Gdzie zamierzasz je odbyć? Mamy obowiązkowe praktyki w muzeum. Wybrałem oczywiście muzeum w Lęborku.
Czy masz jakieś plany na przyszłość? Tak. Chciałbym zostać przewodnikiem, ogólnie w regionie, a w szczególności w Łebie.
A co sądzisz o zmianach zachodzących w Łebie? Mam na myśli deptak na ulicy Kościuszki, Czarny Stawek. Wszelkie zmiany na pewno uatrakcyjniają Łebę. Brakuje mi tylko ścieżek rowerowych oraz znaków informacyjnych oznaczających ciekawe miejsca. A jest w Łebie co pokazać! Ostatnio wpadłem na ciekawy pomysł, aby postawić w mieście pręgierz.
Patrycja Groncka pracuje jako położna w Klinice Ginekologii, Ginekologii Onkologicznej i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Gdańsku.
Patrycjo jaką szkołę trzeba ukończyć, aby zostać położną? Najpierw skończyłam Liceum Ogólnokształcące nr 2 w Lęborku, klasę o profilu przyrodniczym.W 2006 roku rozpoczęłam studia na ówczesnej jeszcze Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu – Wydział Nauk o Zdrowiu, kierunek położnictwo. Początkowo były to studia I stopnia, które kończyły się egzaminem zawodowym: teoretycznym, a następnie praktycznym. Według losowania egzamin ten zdawałam na sali porodowej jednego z poznańskich szpitali. Musiałam także napisać pracę licencjacką. W 2009 uzyskałam tytuł :licencjat położnictwa. Dalszym krokiem mojej kariery naukowej były studia II stopnia, czyli studia uzupełniające magisterskie na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Były to kolejne wspaniałe lata. Dużo nauki, całe mnóstwo godzin praktyk, wiele egzaminów, no i oczywiście pisanie pracy magisterskiej. Temat mojej pracy magisterskiej brzmiał: „Bezdzietność- wybór czy konieczność”. W 2011 roku uzyskałam tytuł zawodowy: magister położnictwa.
Postanowiłaś zostać położną, a nie chciałaś być lekarzem? Od kiedy tylko pamiętam interesowała mnie medycyna. Od dzieciństwa uwielbiałam oglądać „Ostry dyżur” . Mama podpowiadała mi fizjoterapię, tata stomatologię, ale w końcu zdecydowałam, że jednak wybiorę położnictwo.
Dlaczego wyjechałaś tak daleko od domu? Niektórzy pewnie powiedzą, że to ucieczka z małego miasta, z dala od rodziców itp. Prawda jest jednak taka, że wybierając takie studia kierowałam się rankingiem uczelni medycznych. Ta była wówczas jedną z najlepszych w Polsce. Podjęłam decyzję, że studiować będę w Poznaniu. Byłam bardzo zdecydowana co do kierunku studiów i uczelni, na której chcę studiować. W związku z tym złożyłam dokumenty tylko na jeden kierunek i tylko na jedną uczelnię. Swoją drogą znałam wtedy już troszkę Poznań, który jest przepięknym miastem. Nie ukrywam, że wciąż jestem zakochana w tym mieście, a studia i te lata kiedy mogłam tam mieszkać były cudownym czasem w moim życiu.
Gdzie pracujesz? Od stycznia 2012 roku pracuję jako położna w Klinice Ginekologii, Ginekologii Onkologicznej i Endokrynologii Ginekologicznej Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Gdańsku.Od niedawna pracuję również w prywatnym gabinecie ginekologicznym.
Czy pamiętasz swój pierwszy dzień w pracy i pierwsze dziecko, któremu pomogłaś przyjść na świat? Co wtedy czułaś? Pierwszy poród oraz wszystkie kolejne odebrałam na studiach. W związku z tym, można powiedzieć że było to bardzo dawno temu 😉 Dokładnie pamiętam, że było to niesamowite uczucie. Jak wiadomo, poród to rzecz naturalna. Wszystko dzieje się w zgodzie z naturą. Dziecko rodzi się samo, a my tylko czasem odrobinę mu pomagamy. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Jeśli chodzi o mój pierwszy dzień w pracy, to pamiętam że byłam bardzo zestresowana. Nie znałam szpitala, kliniki, w której aktualnie pracuję, ani nikogo z ludzi. Dla moich koleżanek byłam kimś zupełnie nowym, wręcz obcym. Gdańsk nie kształci tylu położnych co Poznań. W większości wszystkie studentki położnictwa odbywają praktyki w naszej klinice. W związku z tym każda młoda położna, która przychodzi do nas do pracy jest już nam znana. W moim przypadku było nieco trudniej, ale nie było źle 😉
Lubisz swoją pracę? Uwielbiam! Spełniam się zawodowo, a moja praca daje mi całe mnóstwo satysfakcji. No i oczywiście jestem najlepsza w tym co robię 😉
Wielu młodych ludzi wyjeżdża szukać pracy zagranicą ? Czy nie myślałaś o wyjeździe? Jeśli chodzi o wyjazd za granicę, to owszem pojawił się taki pomysł w mojej głowie. Nie narzekam na moją pracę. Uwielbiam to co robię i daje mi to mnóstwo satysfakcji. Niestety są pewne kwestie, które nasuwają człowiekowi takie pomysły jak wyjazd za granicę, gdzieś, gdzie mój zawód jest bardziej szanowany i uznawany wśród ludzi. Nie jest żadną tajemnicą , że chodzi również o kwestię finansową. Na chwilę obecną pomysł o wyjeździe został odstawiony w kąt. Póki co zostaję i tutaj służę pomocą moim pacjentkom 🙂
Jak spędzasz czas wolny? Czasu wolnego nie ma zbyt wiele. Wciąż się dokształcam i podnoszę swoje kwalifikacje, a to pochłania dużo czasu. No ale robię to z ochotą, w końcu dla siebie, no i oczywiście dla moich pacjentek 😉 Poza tym w każdej wolnej chwili staram się przyjeżdżać do Łeby:)
Aleksandra Piasecka ma bardzo nietypowe zainteresowania. Interesuje się kuglarstwem. Jednak jako kierunek studiów wybrała informatykę.
Olu, czy możesz powiedzieć jaki kierunek studiujesz i gdzie? Studiuję informatykę na Uniwersytecie Gdańskim.
Na którym już jesteś roku? Jestem na 1 roku studiów drugiego stopnia (magisterskich), czyli tak jakby 4 rok.
Dlaczego wybrałaś informatykę i czy jest to trudny kierunek do studiowania? Informatyka to coś, co mnie od zawsze interesowało, stąd wybór był dla mnie prosty. Również przyszłość wiążę z tą dziedziną, a wiadomo zawsze łatwiej znaleźć pracę jak ma się wykształcenie kierunkowe. Czy jest trudny? Ciężko określić jednoznacznie. Na pewno bez dobrych podstaw matematyki jest bardzo trudny, ale przy odpowiednim wkładzie pracy i chęci można sobie poradzić.
Czy myślisz, że po skończeniu akurat tego kierunku będzie Ci łatwiej znaleźć pracę? Myślę, że tak. Aktualnie na rynku pracy jest zapotrzebowanie na informatyków, a posiadając licencjat znalazłam pracę w zawodzie.
Czy to znaczy, że oprócz studiowania pracujesz? Czy możesz powiedzieć w jakiej firmie? Zgadza się. Od prawie 2 lat pracuję. Zaczynałam w agencji kreatywnej jako programistka, a aktualnie pracuję we wschodzącym startup’ie stawiającym przede wszystkim na nowe technologie. Kluczową sprawą jest dla mnie elastyczny czas pracy i możliwość ustalania grafiku z pracodawcą, by połączyć studia z pracą.
Wiem, że interesujesz się kuglarstwem. Skąd się wzięło to zainteresowanie? Czy może stąd, że jako dziecko chodziłaś do cyrku i podpatrywałaś kuglarzy? Nie, niestety nie stąd. Staram się nie porównywać kuglarstwa z cyrkiem. Zaczęło się to całkiem przypadkiem, gdy kiedyś podejrzałam jak to robi kolega, a ściślej rzecz ujmując – żongluje. Oczywiście chciałam żeby mnie tego nauczył, no i tak też się stało. Nie zakończyłam tylko na żonglowaniu. Dochodzi do tego między innymi jazda na monocyklu, chodzenie na szczudłach, itp. Jest to niekończąca się '”zabawa” i sztuka doskonalenia siebie.
Czy w jakiś sposób wykorzystujesz swoje umiejętności kuglarskie? Kuglarstwo jest to sposób na kreatywne spędzanie czasu, poznawanie ludzi pozytywnie zakręconych oraz rozwijanie siebie. Wykorzystuję nie tyle same umiejętności np. żonglerki, a raczej korzyści jakie płyną z systematycznych treningów, np. poprawa koncentracji i spostrzegawczości.
Czy działasz w jakichś organizacjach, np. wolontariacie? Przez pewien czas współpracowaliśmy z Gdańskim Archipelagiem Kultury. Czasem też się zdarza, że wraz ze znajomymi prowadzimy warsztaty/zabawy dla dzieci, między innymi: naukę żonglerki, zabawy talerzykami cyrkowymi, czy modeling balonowy.
Co zamierzasz robić po skończeniu nauki? Czy masz już jakieś plany? Aktualnie brak jakichś konkretnych planów. Może studia podyplomowe. Zobaczymy 🙂
Czy tęsknisz za Łebą? Często wspominam, jak mam okazję to przyjeżdżam.
Sandra Pączek lubi śpiewać, ale nie studiuje muzyki. Drugą jej pasją są konie i z nimi wiąże swoją przyszłość.
Sandro, jaką uczelnię wybrałaś i jaki kierunek studiujesz? Studiuję hipologię i jeździectwo na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie.
Co to jest hipologia i dlaczego wybrałaś akurat ten kierunek? Hipologia to nauka, która porusza tematykę związaną z użytkowaniem wierzchowym i hodowlanym koni. Pozwala na bliższe poznanie natury tych zwierząt. To właśnie konie przyciągnęły mnie na ten kierunek aż do Lublina. Konie są moja pasją od dzieciństwa. Już będąc małym dzieckiem bardzo mnie do nich ciągnęło.
Na którym jesteś roku i jakich uczysz się przedmiotów? Jestem na drugim roku. Jeżeli chodzi o przedmioty, to tak jak sugeruje nazwa kierunku jest masa przedmiotów bardzo 'przydatnych’ w jeździe konnej takich jak: mikrobiologia, chemia, chemia rolna, biochemia, genetyka populacji(pogrom), hodowla trzody chlewnej, bydła, drobiu, a w kolejnych latach będzie także hodowla zwierząt futerkowych oraz pszczół. Z przedmiotów związanych z końmi były: anatomia i fizjologia konia, użytkowanie koni, woltyżerka, zasady wstępnego treningu koni oraz ich żywienie. W kolejnych semestrach jest podział na ścieżkę hodowlaną i wierzchową, na której będę miała takie przedmioty jak: praktyka i teoria ujeżdżania, skoków oraz WKKW – Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego. Są to 3-dniowe zawody : skoki, ujeżdżanie, cross, metodologia instruktażu w jeździectwie. Zróżnicowana tematyka przedmiotów sprawia, że nie ma czasu na nudę 🙂
Dlaczego wyjechałaś tak daleko? Nie było bliżej uczelni z takim kierunkiem? Właśnie… ta odległość. Nabrałam się na haczyk jakim był „nowy kierunek”, ale nie żałuję swojego wyboru. Lublin to bardzo przyjazne miasto. Mój kierunek liczy 20 osób, a więc wszyscy bardzo dobrze się znamy i nieźle dogadujemy.
Swojej przyszłości nie związałaś z muzyką, a wiem, że śpiewasz. Czy możesz zdradzić dlaczego nie wybrałaś uczelni z kierunkiem muzycznym? Muzyka zawsze szła na równi z jeździectwem. Jednak może była ciut bardziej dostępna niż konie. Gdy zaczęłam profesjonalnie uczyć się śpiewu, uświadomiłam sobie, jak niewiele potrafię. Tak samo jest w jeździectwie. Im więcej się dowiaduję, tym większą mam świadomość ile jeszcze nauki przede mną. Chciałabym studiować kierunek związany z muzyką i cały czas rozmyślam, czy od przyszłego roku nie rozpocząć drugiego kierunku. Przez cały czas kształcę się w zakresie śpiewu.
Na polu muzycznym odniosłaś już sukcesy. Opowiesz o nich? Najwięcej satysfakcji sprawił mi udział w Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w Krakowie. Jest to ogólnopolski festiwal dla osób niepełnosprawnych organizowany przez Annę Dymną. Najpierw wysyła się demo, a następnie z całej Polski wybierane są osoby – 16 z każdej grupy wiekowej, które w Warszawie w Łazienkach walczą o miejsce w finale. Ostatni etap odbywa się co roku w czerwcu na Rynku Głównym w Krakowie. Miałam szczęście i udało mi się dotrzeć do finału. Zaśpiewałam w duecie z Mrozem utwór „Miliony monet” oraz solo „Przyszli o zmroku”. W 2012 roku wygrałam Talent Show, który był organizowany w Wicku. Dzięki temu mogłam zaśpiewać przed Anią Wyszkoni w Sali Kongresowej w Warszawie oraz przed zespołem Golec Orkiestra w Lublinie. Potem wygrałam Talent Show w Słupsku, otrzymując główną nagrodę.
Czy posiadasz strój do jazdy konnej? Oczywiście posiadam kompletny strój: bryczesy , oficerki, kask , rękawiczki, koszulę i marynarkę na zawody oraz bat.
Czy Twoje koleżanki i koledzy z roku zazdroszczą Ci, że mieszkasz w Łebie? Co mówią na temat naszego miasta? Lublin jest daleko: ani gór, ani morza, dlatego pierwszą reakcją zawsze jest zdziwienie: „ Tak daleko?”, a potem zawsze pytanie dlaczego do Lublina, a nie bliżej. Koleżanki zazdroszczą mi morza i plaży. Nie mają tego na co dzień, więc to zrozumiałe. Kilka osób było w Łebie i uważają, że jest to bardzo przyjemne miasteczko.
Co robisz, gdy masz czas wolny? Oj, czasu wolnego mam zdecydowanie za mało. Studia, konie, śpiew zajmują sporo czasu. Wolne wieczory najczęściej spędzam ze znajomymi z roku.
Michał Warda jest studentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.
Studiujesz elektronikę i telekomunikację w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Zaczynałeś naukę na Politechnice Gdańskiej, a później przeniosłeś się na Politechnikę Koszalińską. Dlaczego? Pochodzę z wojskowej rodziny i od zawsze w głębi duszy chodziła za mną służba w mundurze. Po roku studiowania na Politechnice Gdańskiej zaczęło do mnie docierać, że właśnie tego mi brakuje. Na rekrutację do uczelni wojskowych było już za późno, gdyż wniosek do takowych trzeba wysłać najpóźniej do 30 marca, stąd zmiana uczelni na Politechnikę Koszalińską. Decydując się na to, dałem sobie rok intensywnych przygotowań do egzaminu sprawnościowego oraz do napisania matury z fizyki, której nie pisałem w swoim roczniku. Jednocześnie wiedziałem, że w razie niepowodzenia Politechnika Koszalińska pozostanie dobrą alternatywą.
Dlaczego wybrałeś elektronikę i telekomunikację? Elektronika i telekomunikacja to bardzo dynamicznie rozwijający się kierunek. Kiedy decydowałem się na studiowanie tego kierunku na Politechnice Gdańskiej, kierowałem się cywilnym rynkiem pracy. Zapotrzebowanie na elektroników będzie stale rosło, gdyż już teraz elektronika jest obecna praktycznie wszędzie. Paradoksalnie zupełnie inne motywy kierowały mną przy wyborze tego samego kierunku na studiach mundurowych. Interesującymi wojskowymi specjalnościami w tym kierunku są radionawigacja i radioelektroniczne urządzenia pokładowe. Po ukończeniu tych specjalności istnieje duża szansa, że skierowany zostanę do pracy w Siłach Powietrznych bądź Marynarce Wojennej, co pokrywa się z moimi celami oraz pasjami.
Co zamierzasz robić po ukończeniu studiów? Po ukończeniu studiów będę oficerem w stopniu podporucznika. I tak na prawdę jest to jedyny pewnik w mojej sytuacji. W zależności od zapotrzebowania Departament Kadr może skierować mnie do dowolnej jednostki na terenie całego kraju. Chciałbym swoją przyszłość związać z Pomorzem, pracując na jednym z lotnisk lub w strukturach Marynarki Wojennej. Czy się uda, czas pokaże 🙂
Czy brałeś udział w wymianie studenckiej? Niestety nie. Jedyna wymiana w której brałem udział to dobrze znany Łebianom projekt wymiany polsko – niemieckiej młodzieży gimnazjalnej 🙂
Co lubisz robić w wolnym czasie?
Odkąd jestem podchorążym Wojskowej Akademii Technicznej trudno mówić o wolnym czasie 🙂 Po godzinach programowych uczęszczam na dodatkowe zajęcia sportowe oraz kształcę się indywidualnie zarówno jeśli chodzi o sprawność, której wymagania stale rosną, jak również naukę. Dodatkowo dowódcy skrupulatnie starają się nam wypełnić każdą wolną godzinę pracami gospodarczymi oraz innymi zajęciami na rzecz pododdziału. Ponadto każdy z nas musi pełnić cyklicznie 24-godzinne służby. Wymarzone urlopy oraz przepustki jednorazowe staram się więc jak najczęściej spędzić z rodziną i znajomymi, których z racji uczelni musiałem zostawić pół tysiąca kilometrów stąd.
Ania Salamon wyjechała do Łodzi, aby tam poszukać swojego pomysłu na życie. W środowisku łebskim znana jest jako dobra organizatorka różnych młodzieżowych działań i przede wszystkim harcerka.
Aniu, gdzie studiujesz i jaki kierunek studiów wybrałaś? Na dzień dzisiejszy studiuję w Łodzi na Uniwersytecie Łódzkim, Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, międzynarodowe stosunki gospodarcze. Mam jednak w planach kontynuować naukę na innym kierunku: turystyka i rekreacja.
Co możesz robić po skończeniu takich studiów? Szczerze – wszystko. To tylko kwestia chęci. A poważnie – w ulotce, którą kiedyś przeczytałam, znalazłam, że absolwent może zajmować kierownicze stanowiska w firmach, które nawiązują współpracę z zagranicą, ewentualnie handlują bądź działają poza Polską.
Dlaczego myślisz o zmianie kierunku akurat na turystykę? Czy jest to związane z Łebą? Turystykę i rekreację wybrałam z przyczyn czysto ekonomicznych. Chcę uzyskać certyfikaty instruktora fitness w dziedzinach: indoor cycling, indoor walking oraz certyfikat instruktora personalnego i pracować w tej branży. Kursy te są możliwe do wykonania w stawkach preferencyjnych pod warunkiem bycia studentką kierunków na akademiach wychowania fizycznego, czy właśnie turystyki i rekreacji. Poza tym jednak bliżej moich zainteresowań jest turystyka niż ekonomia. I to też z powodu Łeby.
Co to jest: indoor cycling i indoor walking? Czy uważasz, że mamy za mało ruchu? Indoor cycling i indoor walking to stacjonarna alternatywa dla jeżdżenia na rowerze i spacerów po górach. Są to ćwiczenia na specjalnych przyrządach na tzw. tempo pod okiem trenera. Zajęcia odbywają się w grupach. Jest to zdecydowanie bardzo intensywna aktywność fizyczna. A jeżeli chodzi o ruch to uważam, że powinniśmy się ruszać dużo, dużo częściej! Aktywności fizyczne każdego rodzaju poza wymiernymi korzyściami (kondycja, wydolność, regulacja wagi ciała) przede wszystkim poprawiają samopoczucie. I to jest udowodnione naukowo. Warto się ruszać i więcej się uśmiechać!
Chyba jednak wolę wsiąść na rower i pojechać do Słowińskiego Parku niż ćwiczyć w sali na przyrządach. A na czym polega praca trenera personalnego? Praca trenera personalnego to przede wszystkim czuwanie nad treningiem klienta na siłowni, uprzednie ułożenie planu treningu, doradzanie w kwestiach żywieniowych, pomoc w zrzucaniu zbędnych kilogramów czy rzeźbieniu sylwetki. Z założenia – mistrz motywacji.
Czy masz plany na przyszłość? Bardzo chciałabym w przyszłości założyć tzw. agencję eventową – czyli firmę, która kompleksowo zajmie się organizacją różnego typu imprez tj. koncerty, festiwale, konferencje dla firm, wyjazdy integracyjne, ale też mniejsze jak urodziny, przyjęcia rodzinne itd.
Czy po studiach wrócisz do Łeby, aby wdrażać w życie swoje pomysły? Do Łeby chciałabym wrócić, ale używam wtedy enigmatycznego sformułowania „kiedyś”. Kocham moje miasto, ale jeżeli chodzi o możliwości rozwoju chociażby zawodowego, ale nie tylko, nie widzę siebie tam. Chociaż kto wie?
A czy chociaż tęsknisz za Łebą jak jesteś w Łodzi? Pewnie, że tęsknię za Łebą! Kiedy tylko mogę wsiadam w pociąg lub autobus i pędzę do naszej ukochanej perły Bałtyku. Nie bez powodu dużo czasu spędzam nad wodą, co prawda sztuczną, ale mam taki swój mały sposób na powroty. Siadam na dowolnym brzegu, zamykam oczy, zanurzam dłoń i już jestem 444 km od Łodzi (w linii kolejowej), w moim ukochanym rodzinnym mieście- w mojej małej Łebie…
Jak spędzasz czas wolny? Wolnego czasu mam niewiele, gdyż na dzień dzisiejszy pracuję w dwóch różnych miejscach po pół etatu. Raz jestem handlowcem i wspieram sprzedaż systemów informatycznych w firmie LSI Software w Łodzi, a popołudnia zajmuje mi zabawa z dziećmi w wieku 3-6 lat jako animator w Stacji Nowa Gdynia w Zgierzu. Każdą chwilę, kiedy nie jestem w pracy poświęcam na aktywność, głównie sport. Bardzo lubię pływać na basenie. Ale znajdzie się też trochę czasu dla przyjaciół, którzy są równie zabiegani, na dobrą książkę i dobry film.
Czy działasz dalej w harcerstwie? Nasi łebscy harcerze bardzo ciepło wspominają swoją drużynową Anię. Jeżeli chodzi o harcerstwo to moja działalność jest już tzw. bierna. Organizuję, udzielam się i biorę udział w życiu łebskiej drużyny tylko okazyjnie. W tym roku 10 ŁDSH „Leśni Łowcy” obchodzi 10-lecie. I uroczystość z tym związana, którą współorganizuję będzie najprawdopodobniej moją pożegnalną. Oddałam swoją drużynę w dobre ręce. Marysia Gołasa świetnie się spisuje. I mam nadzieję, że tak jak ja długo będzie czerpała radość z działania w ZHP.
Czy jesteś wolontariuszką? Co sądzisz o wolontariacie?
Jeżeli chodzi o wolontariat, to na dzień dzisiejszy nie działam nigdzie na stałe. Ale wolontariat nie jest mi obcy. Od początku studiowania w Łodzi byłam już wolontariuszem akcyjnym (trzykrotnie, 3 lata z rzędu) na Jarmarku Wojewódzkim – imprezie organizowanej przez Urząd Marszałkowski, gdzie miałam okazję z bliska przyjrzeć się pracy organizatora imprezy masowej. Byłam wolontariuszem dwukrotnie na Festiwalu Krytyków Filmowych i Filmoznawców „Kamera Akcja”, gdzie zajmowałam się zapisywaniem relacji z wydarzeń festiwalowych. I w tym roku, całkiem niedawno również w biurze prasowym byłam wolontariuszem na Międzynarodowych Targach Łódzkich – Nature Food i Be Eco. A o wolontariacie mam zdanie bardzo sprecyzowane. Wolontariat jest świetną formą na zdobywanie doświadczenia, rozwijanie siebie i poznawanie świata z jego różnych stron. Czas spędzony na takich akcjach można przeliczyć na złotówki, ale nie da się przeliczyć tego co zostaje nam później w głowie, w serduchu i w książce telefonicznej. To jest po prostu bezcenne!
Maciej Jakszta studiuje elektronikę i telekomunikację na Politechnice Gdańskiej. Jest pierwszą znaną mi osobą, która ukończyła kurs pierwszej pomocy emocjonalnej.
Wielu młodych ludzi po maturze wybiera Politechnikę Gdańską. Jak myślisz, czym kierują się przy wyborze uczelni? Dlaczego wybierają Politechnikę, a nie Uniwersytet Gdański? Myślę, że kierują się renomą jaką ma uczelnia w kraju. Politechnika Gdańska jest jedną z najlepszych uczelni w Polsce. Na Pomorzu jest notowana najwyżej. Studenci biorą też pod uwagę rynek pracy, a więc to, po skończeniu jakiej uczelni łatwiej znaleźć pracę. Dużo ludzi ma swoje pasje, a Politechnika Gdańska mając lepsze zaplecze pozwala je rozwijać.
A dlaczego Ty wybrałeś Politechnikę Gdańską? Na początku chciałem studiować historię. Do matematyki przekonałem się w liceum. Uznałem, że fizyka, astrofizyka, astronomia, matematyka- słowem przedmioty ścisłe to coś, przy czym się spełniam. Wybierając Politechnikę kierowałem się tym co lubię robić. Telekomunikacja to nie tylko telefony komórkowe ,ale są to również wszelkiego rodzaju fale.
Jaki kierunek studiujesz? Elektronikę i telekomunikację . Teraz dostałem się na katedrę Systemów i Sieci Radiokomunikacyjnych . Dokładnie tam gdzie chciałem być od początku tych studiów.
Na którym jesteś roku? Na IV. Jest to system boloński czyli 3,5+1,5 roku. W lutym przyszłego roku będę bronił swoją pracę inżynierską, a potem magisterską.
Czy Telekomunikacja jest trudnym kierunkiem do studiowania? Jest to kierunek bardzo trudny. W liceum byłem w klasie ogólnej- lingwistycznej i miałem sporo do nadrobienia, chcąc zdawać na maturze rozszerzoną matematykę. Siedziałem w domu nad matematyką dzień i noc. Kosztowało mnie to dużo energii, ale się opłaciło, ponieważ moje studia dają dużo możliwości. Mam średnią prawie 4,0. Studia techniczne kończą ludzie , którzy mają zapał do pracy.
Czy dużo jest chętnych na ten kierunek? Chętnych jest bardzo dużo. Elektronika i telekomunikacja w Gdańsku (z tego, co mi wiadomo) jest na drugim miejscu w kraju. Ścigamy się z Politechniką Wrocławską.
Jakich przedmiotów się uczysz? Z przedmiotów mamy między innymi : fizykę, elektrodynamikę, technikę bardzo wysokich częstotliwości, a teraz w ramach specjalizacji: miernictwo radiokomunikacyjne, podstawy systemów komórkowych, sygnały telekomunikacyjne. Uczymy się funkcjonalności anten radiokomunikacyjnych, wszelkich obliczeń parametrów związanych z ich pracą w ramach różnych systemów, np. komórkowych: GSM (2G), UMTS (3G), czy LTE (4G) no i przede wszystkim mechanizmów rozprzestrzeniania się tych fal wokół nas.
Czy miałeś kompleksy, że pochodzisz z małej miejscowości ? Jak odnalazłeś się w dużym mieście? Byłem przyzwyczajony, że zawsze jestem w domu, ponieważ dojeżdżałem do liceum w Lęborku, ale wracałem. Trójmiasta wtedy nie znałem wcale. Byłem dumny z tego, że jestem z Łeby. Kompleksów nie miałem. Wszędzie, gdzie jechałem czy to do innych miejscowości w Polsce, czy też za granicę i mówiłem, że jestem z Łeby, to nikt mnie nie pytał, gdzie ta miejscowość leży na mapie (ktoś musiał być naprawdę z daleka, żeby tego nie wiedzieć). Wszystkim Łeba kojarzyła się z kurortem turystycznym , który oferuje dużo atrakcji turystycznych i imprez kulturalnych.
Jakie masz jeszcze pasje? Astrofizyka i astronomia to moje pasje. Często pochłania mnie obserwacja naszego nieba. Kupiłem sobie specjalnie do tego celu teleskop. Lubię obserwować zachody słońca, które chyba nigdy w życiu mi się nie znudzą oraz czytać książki, które zawsze pobudzają naszą wyobraźnię.
A skąd obserwujesz niebo? Masz jakieś specjalne miejsce? Mam swój własny ciemny kąt na balkonie, w którym zawsze rozstawiam teleskop . Widoczność jest bardzo dobra. W innych miejscach niestety za mocno świecą lampy uliczne, co utrudnia obserwacje.
Jakie znasz języki obce? Angielski i hiszpański płynnie, niemiecki, trochę greckiego oraz umiem czytać i pisać po rosyjsku.
Czy byłeś na wymianie studenckiej? Tak, w Walencji w 2012 roku. Walencja to miasto z klimatem, które przyciąga młodych. Rok akademicki zacząłem w połowie września, a wróciłem w lutym tego roku. Pamiętam, że jak miałem wyjechać, to szukałem tańszych biletów. Tylko jednego dnia można było je kupić taniej – 11 września. Tego dnia odbyłem swój pierwszy w życiu lot samolotem.
Dlaczego wybrałeś akurat Hiszpanię? Byłem rok wcześniej w Hiszpanii i zafascynował mnie ten kraj, a zwłaszcza jego niesamowita kultura, którą chciałem bliżej poznać. Oczywiście musiałem chociaż trochę znać język, więc zacząłem uczyć się hiszpańskiego na własną rękę. Potem musiałem uzyskać potwierdzenie znajomości języka. Udało się i otrzymałem z uczelni pozwolenie na wyjazd. Musiałem także mieć odpowiednią średnią ocen. Z naszego wydziału za granicę wyjeżdża bardzo mało osób, gdyż jest to trudny kierunek do studiowania w języku obcym. Ale za to owoce wyjazdu można zbierać przez resztę życia: język, doświadczenie, zagraniczna uczelnia w życiorysie. Same korzyści.
Jak trafiłeś na kurs pierwszej pomocy emocjonalnej? Na czym polega taka pomoc? Kurs pierwszej pomocy emocjonalnej organizował Urząd Miasta w Lęborku. Pierwsza pomoc emocjonalna polega na udzieleniu wsparcia emocjonalnego osobie poszkodowanej zaraz po wypadku. W tym momencie najważniejszy jest kontakt z taką osobą. Pokazujemy jej , że jesteśmy przyjaźnie nastawieni. Czasami wystarczy tylko objęcie za ramię, albo poproszenie, aby ta osoba usiadła. Zwykłe pytanie: co się stało? prowadzi do tego, że osoba poszkodowana zaczyna nam opisywać problem. My jesteśmy po to, aby wyciągnąć z niej informacje i dowiedzieć się, czego w danym momencie się boi. Jednak nie prowadzimy jej za rękę. Wskazujemy drogę i staramy się zachęcić, aby ona wykonała pierwszy krok.
Czy miałeś okazję wykorzystać nabytą podczas kursu wiedzę w praktyce? Jeszcze nie. Ukończyłem ten kurs , ponieważ spodobała mi się jego idea. Chciałem mieć pewność, że będę przygotowany, jeśli w przyszłości będę musiał komuś pomóc.
Czy masz plany na przyszłość? Planuję poszukać pracy w mieście, które znam i w którym mógłbym się rozwijać. A poznałem ich dość wiele, więc wybór jest szeroki.
Nie wrócisz do Łeby? Chciałbym bardzo, lecz niestety ciężko tutaj z pracą.
Alicjo czy jesteś łebska? Co według Ciebie oznacza bycie łebskim? Zdecydowanie jestem łebska. Być łebskim, to znaczy odnajdywać się w naszym mieście, nie wstydzić się tego skąd się pochodzi. Gdy ktoś mnie pyta skąd jestem, to mówię, że jestem z Łeby – małego zaczarowanego miasta.
Studiujesz na Uniwersytecie Gdańskim. Na którym roku już jesteś? Jestem na V roku. To już ostatni rok mojej nauki.
Teraz będziesz broniła pracę magisterską? Tak, ale najpierw muszę ją napisać.
A jaki jest temat Twojej pracy? Moja praca będzie związana z literaturą starogrecką. Będę pisała o Korynnie, greckiej poetce lirycznej (VI w. p.n.e.) z Tanagry w Beocji.
Czy od początku studiowałaś neofilologię? Nie. Na początku były to studia w ramach filologii klasycznej. Na studiach magisterskich także po części to realizuję, ale jestem na specjalizacji neolatynistycznej, znanej jako studia renesansowe. Studia renesansowe polegają na tym, że kontynuujemy swoją przygodę z filologią klasyczną jak również zajmujemy się sztuką i literaturą renesansową oraz tłumaczymy autorów renesansowych.
Jak rozpoczęła się Twoja nauka na studiach? Na początku chciałam studiować psychologię na KUL-u. Przejrzałam kierunki i trafiłam na filologię klasyczną. W opisie było napisane, że zajmują się filologią starożytną, czyli moim ulubionym działem w historii. W szkole podstawowej chciałam być archeologiem. Na studiach zainteresowanie to powróciło. Na KUL-u obroniłam swój licencjat, a studia magisterskie wybrałam bliżej domu, czyli w Gdańsku.
Pamiętasz swój pierwszy dzień na uczelni? Tak, pamiętam. To była inauguracja roku akademickiego na KUL-u. Oczywiście zgubiłam się w budynku, ale pewna miła pani zaprowadziła mnie na salę. Później okazało się, że była to pani sekretarz. Pod drzwiami poznałam kolegów i koleżanki z roku. Studia zaczynało 21 osób. Wszyscy się dziwili, że aż z Łeby przyjechałam do Lublina, aby studiować na KUL-u.
Jakich przedmiotów musieliście się uczyć? Obecnie mamy lekturę autorów łacińskich i greckich. Na zajęciach tłumaczymy z języka łacińskiego i greckiego na polski. Na KUL-u miałam historię podzieloną na okresy. Każdy okres przerabialiśmy przez jeden semestr i to robiłam przez cały licencjat. Aktualnie nie mam przedmiotów związanych z historią, jedynie literaturę danego okresu. Z tym, że renesansową a nie starożytną jak to było na licencjacie.
Ile czasu poświęcałaś dziennie na naukę? Trudno policzyć w godzinach, czasami przekładało się to na kilka dni. Na jeden język poświęcałam nawet 4 godziny.
Gdzie można pracować po takich studiach? Pracę można podjąć w każdym ośrodku kulturalnym: w muzeum, bibliotece. Można też tłumaczyć starożytne języki lub wyjechać za granicę, tam podszlifować język i oprowadzać wycieczki, gdyż mamy dobrą podstawę historyczną.
Czy możesz pracować w szkole? Tak, ale musiałabym najpierw zrobić specjalizację nauczycielską.
Ile osób jest obecnie na Twoim roku? Tylko 3 osoby. Mamy w grupie pana, który jest księdzem.
Jak myślisz, dlaczego jest tak małe zainteresowanie neofilologią? Myślę, że dlatego, iż są to bardzo trudne studia. Uczymy się języków, które nie są w użyciu i nie mamy możliwości rozmawiania w tych językach. Dla mnie osobiście są to fantastyczne studia. Na bazie starożytnej wyrosła cała nasza kultura. Znając łacinę można łatwo nauczyć się języka włoskiego. Studia uczą systematyczności i logicznego myślenia. Moje studia to głównie praca na tekstach antycznych.
Czy zdarzyło się, że na zajęciach była 1 osoba? Tak i to byłam najczęściej ja.
I wykłady się odbywały? Owszem.
Czy uczestniczyłaś w programach wymiany studentów? Niestety nie. U nas nie ma możliwości wyjazdu ani do Grecji, ani do Rzymu.
Jak spędzasz czas wolny? Nadal jestem harcerką i lubię wypady harcerskie, chociaż już tak czynnie nie działam. W Łebie działa X Łebska drużyna starszoharcerska ?Leśni łowcy”, z którą jestem związana od samego początku. Fantastyczni ludzie. Polecam wszystkim wstąpienie do harcerstwa. Lubię też kino.
Co powiedziałabyś młodym ludziom, którzy wyruszają z Łeby do dużego miasta i tam szukają szczęścia? Powiedziałabym im, żeby się nie bali i próbowali.
Co Ci się podoba w Łebie? W Łebie podobają mi się ludzie, moi znajomi, ścieżki łebskie, które znam. Kiedyś nie doceniałam tego że mieszkam w Łebie, że mam morze. Kiedy wyjechałam, to dopiero wtedy zobaczyłam jakie to miasto jest piękne, jaki mam komfort, że mogę iść na plażę pospacerować.
A z czym kojarzy się Łeba Twoim znajomym? Moim znajomym Łeba kojarzy się z letnią stolicą Polski, z Bałtykiem, miastem turystycznym.
Bartek Buszman jest studentem III roku studiów licencjackich na Uniwersytecie Gdańskim (instytut archeologii i etnologii) i studiuje archeologię.
Czy zawsze chciałeś być archeologiem? Od zawsze interesowałem się historią i ciągnęło mnie do rzeczy starszych, pradziejowych. Zawsze chętnie odwiedzałem muzea. Pomysł, aby studiować archeologię zrodził się, gdy uczęszczałem już do technikum.
Co wpłynęło na Twoją decyzję, żeby studiować archeologię? Pomyślałam sobie, że może książki, bo znam Ciebie jako czytelnika, a może filmy o przygodach Indiany Jones? Jeżeli chodzi o Indianę Jones mamy też przygody, ale nie takie jak w filmie, a na poważnie -decyzję pomógł mi podjąć tata. Bardzo dużo rozmawiałem z rodzicami i wspólnie doszliśmy do wniosku, że obecnie żadne studia nie gwarantują znalezienia pracy czy też dobrych zarobków. Archeologia wydawała mi się czymś fajnym i po pierwszym roku studiów przekonałem się, że to jest to, co chcę robić. Na chwilę obecną planuję nawet zrobić doktorat.
Czy ciężko było dostać się na ten kierunek? Archeologia to kierunek, na który jest więcej miejsc niż chętnych. Oczywiście o tym, żeby dostać się na archeologię decydują punkty. Gorzej jest, jeżeli chodzi o utrzymanie się na tym kierunku, ponieważ po I roku jest dużo egzaminów. Zdecydowaną większość egzaminów zdaje się ustnie. Może nie dokładnie na UG, lecz istnieje wiele różnych dziedzin archeologii. Ja jestem na archeologii powszechnej czyli archeologii skupiającej się na archeologii ziem Polski. Oprócz tego jest także archeologia podwodna, śródziemnomorska i eksperymentalna, która polega na odtworzeniu procesów behawioralnych jakie musiały nastąpić, aby wykonać miecz, narzędzia krzemienne, czy też może jak wypalić naczynia ceramiczne, aby były dokładnie takie jak w interesującej nas epoce.
A nie myślałeś o archeologii podwodnej? Ja nie, ale mam paru zwolenników na roku. Na mojej uczelni można uczęszczać na zajęcia dodatkowe związane z archeologią podwodną. Lecz żeby brać udział w takich badaniach, trzeba mieć zrobione kursy nurka. Moje zainteresowania badawcze obejmują gównie epokę żelaza, tj. okres wpływów rzymskich: okresy – Lateński oraz młodszy okres przedrzymski, czyli głównie tereny europejskie. Interesuję się także plemionami koczowniczymi z okresów brązu i żelaza.
Kiedy rozpoczynacie praktyki archeologiczne? Po pierwszym roku obowiązkowo trzeba zaliczyć sześć tygodni praktyk, po drugim ? tyle samo, a po trzecim roku nie ma obowiązkowych praktyk, ale będę starał się załapać na jakieś wykopaliska. Po pierwszym roku byłem na cmentarzysku wielokulturowym z okresu 400 p.n.e do przełomu I-II w.n.e. To było cmentarzysko z grobami ciałopalnymi i szkieletowymi. Nasza praca polegała na eksploracji grobów.
Co to znaczy groby ciałopalne? Ciałopalenie polega na paleniu ciała delikwenta na stosie, które następnie chowano. Wariacji samego chowania było wiele: z fragmentami stosu ciałopalnego, bądź bez nich, z wyposażeniem bądź bez niego, w popielnicy( naczyniu ceramicznym ) bądź bezpośrednio do jamy, w tym przypadku możemy się zastanawiać nad istnieniem pojemnika wykonanego z organiki ( który niestety się nie zachowuje ). Cmentarzysko znajduje się na Pomorzu, niedaleko Choczewa.Co znalazłeś na swoim stanowisku? Osobiście eksplorowałem 3 groby(obiekty) szkieletowe, które musiałem opisać, następnie zrobić zdjęcia i rysunki. Były to obiekty z kultury wielbarskiej. Jest to kultura z okresu wpływów rzymskich, która występowała głównie na terenie Pomorza i zahaczała o bieg Wisły. Stanowiska kultury wielbarskiej występowały nad Dolną Wisłą, od Gdańska po ziemię chełmińską, na zachodzie w części Pomorza, Pojezierza Kaszubskiego oraz na terenach północnej Wielkopolski. Ludność kultury wielbarskiej praktykowała obrządek birytuany,tj. kremacje(ciałopalenie) i inhumacje. Zmarłych wyposażano w dary grobowe, rzadko występują przedmioty żelazne, czasem ostrogi, ale tylko w grobach męskich, ozdoby, brak broni. Charakterystycznym zjawiskiem jest obecność cmentarzysk kobieco – dziecięcych.
Czy trudno jest opisać grób? Po znalezieniu grobu opisujemy wszystko: począwszy od struktury piasku poprzez kolor piasku, a kończymy na zabytkach, fragmentach ceramiki. Dokumentujemy, nanosimy na plan, robimy rzut poziomy obiektu. Moim rekordem było zrobienie jedenastu rysunków do jednego grobu.
Wiem od Twojej mamy, że byłeś na wykopaliskach w Macedonii. Czy możesz nam o nich opowiedzieć? Na uczelni udzielam się w dwóch kołach archeologicznych : Kole Studentów Archeologii , które zajmuje się archeologią ziem polskich oraz Studenckim Kole Archeologii Śródziemnomorskiej. Właśnie z ramienia tego drugiego koła był wyjazd do Macedonii z naszym prof. dr hab. Nikolasem Sekunda. Trzy osoby jechały na cały miesiąc i były dwa turnusy – po dwie osoby na dwa tygodnie. Ja byłem miesiąc. Razem z nami pojechało kilka osób z Poznania. Na miejscu dołączyła do nas ekipa badawcza z muzeum w Skopje. Badaliśmy stanowisko z okresu hellenistycznego znajdujące się na tellu. Tell to pagórek utworzony z warstw kulturowych. Zabudowa wykonana była głównie z cegły oraz bloków kamiennych. Osady te podczas użytkowania ulegały częściowemu niszczeniu, a kolejne budowle powstawały na gruzach poprzednich. Cały wykop podzielony był na trzy części: centralną, południową i północną. Ja dostałem przydział najpierw do wykopu centralnego potem do południowego. To były badania sondażowe, które polegały na ściągnięciu górnych warstw gleby oraz stwierdzeniu, czy są tam jakieś mury. Ponieważ nic nie znaleźliśmy, wróciliśmy do wykopu centralnego, gdzie ściągaliśmy kolejne warstwy. Tam znaleźliśmy ceramikę i metale. Robiliśmy dokumentację rysunkową i zdjęciową (rysunki rzutu poziomego murów, bruków, schodów)
Kiedy wyjechałeś do Macedonii? Pod koniec sierpnia, a wróciłem pod koniec września.
Jak wyglądał wasz dzień pracy? Od godz.6:00 do 13:00 pracowaliśmy na stanowiskach archeologicznych. Potem było za gorąco. Temperatura osiągała 34o, a pod koniec wykopalisk dolna granica wahała się już nawet od 8oCdo10oC. Od 17:00 do 20:00 wykonywaliśmy dokumentację w muzeum, robiliśmy rysunki ceramiki. Ceramiki było bardzo dużo. Przynosiliśmy ją w wiadrach, siatkach.
Czy udało się wam znaleźć jakąś perełkę? Znaleźliśmy dużo zabytków o wartości ekspozycyjnej: lampki oliwne, monety – najstarsza pochodziła z IV w. p.n.e., a niektóre z przełomów ery. Ja znalazłem osobiście 5 monet. Pokazowym zabytkiem były jednak figurki terakotowe o wysokości 40 cm.
Co trzeba zabrać ze sobą do plecaka idąc na stanowisko? Oprócz ręcznika i zapasowej pary spodni na pewno przydadzą się rękawice do pracy, ołówek, gumka, linijka, miara 5m, sznurek, gwoździe, młotek.
Czy wiążesz swoją przyszłość z Łebą? Nie wiem. Jeżeli powstanie w Łebie jakieś muzeum, albo ja utworzę muzeum prywatne, to wtedy wrócę. Po ukończeniu studiów mam nadzieję przebadać archeologicznie tereny Pomorza, w tym Łeby i jej okolic.
A może odkryjesz zasypaną Starą Łebę? Myślę, że ciężko byłoby uzyskać pozwolenie od konserwatora, gdyż są tam wydmy.
Jakie są twoje zainteresowania? Gram na gitarze basowej i elektrycznej oraz na perkusji. Jestem perkusistą w zespole MET TET. Od dziewięciu lat udzielam się w łebskiej drużynie harcerskiej. Dużo zainteresowań zawdzięczam harcerstwu: wędrówki, wspinaczkę, muzykę. Poprzez harcerstwo poznałem wielu ciekawych ludzi.
Nie masz kompleksów, że pochodzisz z małej miejscowości? Jestem wręcz dumny, że pochodzę z Łeby. Gdy jestem w Gdańsku, to za nią tęsknię, a szczególnie za naszą plażą . W Trójmieście takiej nie ma.
Piotra Zienke poznałam, gdy jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej korzystał z biblioteki miejskiej. Zawsze go podziwiałam za to, że jest skromny, pracowity i konsekwentnie dąży do realizacji swoich marzeń. Poprosiłam go, aby opowiedział o swojej nauce i pracy, którą wykonuje.
Skończyłeś Akademię Marynarki Wojennej w Gdyni. Dlaczego wybrałeś akurat tę uczelnię? Ciężkie pytanie … Myślę, że chciałem robić coś innego, coś wyjątkowego. Od zawsze pragnąłem, aby praca była związana z moimi zainteresowaniami, aby była ciekawa i dawała duże możliwości rozwoju. Akademia Marynarki Wojennej z pewnością pozwala poszerzać horyzonty, a przy tym uczy pracowitości i wojskowej pokory.
Dlaczego nawigacja? Czy to jest trudny kierunek? Zainteresowanie nawigacją związane jest bezpośrednio z moją pasją jaką jest żeglarstwo. Muszę przyznać, że na wybór kierunku studiów w znaczny sposób wpłynęły dwa czynniki. Pierwszym jest właśnie Łeba, w której się wychowałem, drugim zaś – myślę że dużo ważniejszym – są ludzie, którzy za młodu zaszczepili we mnie miłość do morza, rodzice, którzy godzili się na moje morskie (nie zawsze bezpieczne) eskapady oraz koledzy, z którymi żegluję do dziś. Czy nawigacja to trudny kierunek? Trudno powiedzieć. Dla osób z humanistycznym umysłem na pewno tak. Dodatkowo studia wojskowe są specyficzne, ponieważ łączą wojskową dyscyplinę ze sporą dawką nauki. Zaprawa, siedem godzin zajęć dziennie, pięć razy w tygodniu i tak przez pięć lat. Do tego służby oraz weekendy i wakacje spędzone na poligonach lub uroczystościach. Ale naprawdę warto było. Ta szkoła uczy życia.
Czy trudno Ci było przyzwyczaić się do dużego miasta? Czy miałeś kompleksy, że pochodzisz z małej Łeby? Kompleksów nie miałem. Nie ma powodów, aby wstydzić się Łeby. A do dużego miasta naprawdę nietrudno się przyzwyczaić.
Co najbardziej podobało Ci się w dużym mieście? Najfajniejsze w dużym mieście jest to, że żyje ono przez cały rok. Łeba niestety tylko w sezonie. Poza tym – większe możliwości dokształcenia się, rozwoju, pracy. Nietrudno zauważyć, że większe miasto daje większe możliwości.
Co chciałeś robić po skończeniu studiów? Chciałem trafić na okręt i realizować się w kierunku, który skończyłem. Na szczęście mi się udało. Nie mógłbym służyć w „zielonej” jednostce. Bieganie za czołgiem byłoby dla mnie udręką.
Pracujesz na statku transportowo-minowym. Na czym polega ta praca? Czy możesz o niej opowiedzieć? Służę na okręcie ORP „Lublin” jako dowódca działów: rakietowo artyleryjskiego i broni podwodnej. Mówiąc krótko – odpowiadam za uzbrojenie. Dodatkowo, tak jak pozostali oficerowie, pełnię wachty na mostku jako oficer wachtowy.
Pracujesz w Świnoujściu.Dlaczego akurat tam? Dlaczego Świnoujście? W Marynarce Wojennej RP mamy dwie flotylle: 3. Flotyllę Okrętów w Gdyni oraz 8. Flotyllę Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. Ja po studiach zostałem skierowany akurat do Świnoujskiej.
A jaki stopień wojskowy posiadasz? Obecnie posiadam stopień podporucznika marynarki.
Czy tęsknisz za Łebą? Tęsknię i często ją odwiedzam. Jednak muszę przyznać, że brak tu miejsc pracy i możliwości rozwoju dla młodych ludzi. Niestety takie mamy czasy, że bez znajomości lub pensjonatu po rodzicach młody człowiek nie może tu liczyć na wiele.
Czy w przyszłości chciałbyś tu wrócić? Ciągle tu wracam. W Łebie mieszka moja rodzina, znajomi. Ale powrót na stałe w moim przypadku będzie możliwy zapewne dopiero na emeryturze.
Co mówią Twoi koledzy, gdy słyszą, że pochodzisz z Łeby? Prawie zawsze słyszę od nich ciepłe słowa. Każdy opowiada, że kiedyś był w Łebie i że bardzo mu się podobało. Zazdroszczą mi tego, że przez znaczną część życia Łebę miałem na co dzień.
Co lubisz robić w wolnym czasie? Lubię podróżować, uwielbiam jazdę na rowerze. Wieczory zaś lubię spędzać ze znajomymi przy grillu i szklaneczce – wody mineralnej .