Pomuchel się cieszy

Ludzie od zawsze utrzymywali się z rybołówstwa i polowań, żywili się tym, co daje im ziemia, jednocześnie zabierając jej drewno i surowce naturalne. Tacy też byli rybacy łebscy, którzy dawali swym rodzinom oraz innym mieszkańcom miasta zarobek i chleb. Zarząd Miejski z 1362 roku zajmował się głównie rybołówstwem i żeglugą, a przede wszystkim rocznymi dorobkami każdego kutra przy połowie dorsza.

Na północy Niemiec od najdawniejszych czasów dorsz nazywany był „pomuchlem”. To słowiańskie określenie prawdopodobnie pochodzi z Litwy (pomukelis). W polskiej gwarze mówiło się „pomuchla”.

Łebscy rybacy od dawna mieli swoje bractwo. Przy uroczystych pochodach, a szczególnie w czasie procesji Bożego Ciała nieśli figurę srebrnego pomuchla jako swój symbol. Po reformacji, gdy stary kościół został zalany i zasypany piaskiem, w 1590r. sprzedanych zostało wiele cennych sprzętów, między innymi srebrny pomuchel. Mówiono wówczas, że to „dla dobra kościoła”. W dokumentach z roku 1389 istnieje wzmianka o pomuchlu: zwierzchnik Gdańska Wolff von Zullenhart z rozkazu Mistrza Conrada Zollera von Rotenstein nadał szlachetnemu i wiernemu Nicolausowi Weiherowi z Łeby sporo dóbr, w tym „wolne rybołówstwo na słonym morzu (Bałtyku) i prawo do dwóch pomuchli z każdej wyprawy w morze”.

Staliśmy tak Egon i ja na starym, 65. letnim głównym moście miasta, oparci o balustradę i oddychaliśmy czystym, trochę słonym bałtyckim powietrzem. Bezpośrednio przed nami nabrzeże. Zamyśleni widzimy przy brzozie Maxa Pechsteina ze sztalugą, malującego kutry w porcie – Zawsze, kiedy tu stoimy nasze myśli sięgają czasów młodości Ok. 50 m od nas po lewej stronie widzimy cicho wpływające, wracające z połowu kutry. Rybacy wyrzucili ryby z sieci Chcieliśmy zobaczyć to z bliska, długimi krokami ruszyliśmy w stronę kutra. Nagle Egon krzyknął „Muchelek się cieszy, Egon tu”. Co to miało znaczyć? – pomyślałem. Nagle jakiś pomuchel drgnął, a Egon opowiedział mi swoje wspomnienie z dzieciństwa.

Mieszkał 100 m od miejsca, gdzie cumował najbliższy kuter Łeb-13. Żeby dojść do kutra ojca musiał minąć 60 innych. Jako trzyletnie dziecko często chodził z matką przywitać ojca wracającego z morza. Tam widział dużo ryb i krzyczał „muchelek się cieszy, Egon tu”. Miało to znaczyć „pomuchel się cieszy, bo Egon tu przyszedł”. Gdy teraz to opowiada, łzy napływają mu do oczu, ponieważ myśli o ojcu, który jako rybak bardzo ciężko pracował. Żmudna i niebezpieczna jest ta praca do dziś, codziennie na całym świecie ginie ok. 70 rybaków.

Znowu tak zamyśleni staliśmy na głównym moście Łeby w czerwcu 2007 roku. Wybraliśmy się tam ponownie, by wraz z innymi odwiedzić swoje rodzinne miasto.

Willi Gillmann, z niem. przetłumaczyła Ewa Łakis

Od red. – Nazwa „pomuchel” wywodzi się z języka pierwszych gospodarzy łebskiej ziemi – Kaszubów. Wskutek charakterystycznego dla Pomorza przenikania się kultur wiele słów w naturalny sposób wędrowało pomiędzy ojczystymi językami ludzi, którym przez wieki dane było żyć razem. Willi Gillmann zgodził się z nami podczas czerwcowego spotkania i przyznał, że przy pisaniu artykułu korzystał z dosyć starego słownika.