Stara Łeba

Leży wieś u morza brzegu
i spogląda w lądu głąb,
patrząc rybak sobie myśli:
„Tam u wieży, to mój dom!”

Pędzi wiatr zachodni brzegiem,
niczym chmura sunie piasek,
wydmy świecą bieli śniegiem,
wiek za wiekiem mija z czasem.

Nie ma już wsi na wybrzeżu,
blady piasek pożarł wszystko,
okrył ciężko drzwi i okna,
zmiażdżył ludzkie to siedlisko.

Tak przeminął wiek już cały,
dalej przeszło wydmy ciało
i odkryło krok po kroku
mur, co wcześniej zasypało.

Resztki domu oznajmiają:
„Niedyś żyli tu rybacy
których dzieci tu przy łodzi
wspólne połączyły harce”.

Nieopodal u cmentarza
mur kościoła się czerwieni,
zbudowane dla wieczności –
dzieło ludzkie w proch się zmieni.

Z „Chronik der Stadt Leba”
Willi Gillmanna
przełożył Robert Sochacki

Stara Łeba - Ruiny Kościoła

Zaczarowane miasto Łeba (1)

Krzysztof Krzywulicz

Pojechałem na wakacje do Łeby. Wszyscy byli zadowoleni, a w szczególności mama. Jednak ja nie wiedziałem, co robić. Słuchając zachwyconych turystów, można by pomyśleć, że Łeba to zaczarowane miasto, ale ja przechadzając się uliczkami, nie widziałem w niej nic specjalnego oprócz porozstawianych straganów i przewalających się z miejsca na miejsce śmieci.

Następnego dnia, ku mojemu zdziwieniu, obudziłem się jako mewa. Moje pierwsze myśli: Gorzej być nie może!

Tego samego stanowiska nie podzielała mewa, wyraźnie zadowolona z nowej sytuacji, w której się znalazła. Jeszcze sparaliżowany nową rolą, w której nie potrafiłem się odnaleźć, ledwie uniknąłem ciosu gazetą. Instynkt podpowiedział mi, abym jak najszybciej uciekał stąd.

Wzbiłem się w górę i dopiero wtedy ujrzałem piękno Łeby: malownicze chaty rybackie, złoty piasek na plaży, srebrzyste morze, w którym fale niczym śnieżne bałwany uderzają o brzeg i gęste lasy Słowińskiego Parku. Lecąc nad miastem zauważyłem siebie liżącego lody. Patrząc, poczułem się tak, jakbym znowu był chłopcem. Niestety, zauważyłem, że było to tylko chwilowe złudzenie. Musiałem jednak zmierzyć się z rzeczywistością. Wzbiłem się w powietrze i poleciałem w kierunku wydm. Będąc na miejscu o zachodzie słońca, lecąc, poczułem się jak kuter, który mknie w nieznanym kierunku.

Zbliżała się noc. Postanowiłem odpocząć na jednym z dachów, aż złapał mnie głęboki sen. Następnego dnia obudziłem się już w swoim ciele. Dziś, mówiąc „Łeba zaczarowane miejsce” mam co innego na myśli niż reszta turystów.

Krzysztof Krzywulicz kl. VI a