Siedmiu łebian w niebie

George Bidwell w jednej ze swych książek zanotował: Pewnego niedzielnego ranka, sto lat temu, pastor oznajmił z kazalnicy w kościele św. Agnieszki na naszej wyspie, że wrak statku wyrzuciło na brzeg. W dwie minuty później kościół świecił pustkami. Gdy następnego razu podczas nabożeństwa kościelny szepnął do ucha pastorowi podobną nowinę, ten poszedł do zakrystii, zdjął komżę, po czym stanąwszy u wrót kościoła oznajmił wiernym o zdarzeniu i zakończył głośno „A teraz bracia startujemy uczciwie, razem!”. Podobnie było z łebianami. Kiedy tylko kto przybiegł do zboru, stanął w otwartych drzwiach i krzyknął „Okręt w strądzie!”, wszyscy jak jeden mąż wraz z białkami i dziećmi uciekali w połowie najognistszego kazania na wydmiaste wybrzeże, aby nikt nie ubiegł ich przy zbieraniu wyrzucanych falami „bitów” – darów hojnego morza. Oczywiście, że te praktyki nie podobały się ani łebskiemu pastorowi, ani też jego niebieskim zwierzchnikom.

– W Łebie byłoby jak w niebie – wzdychał klucznik Piotr – gdyby łebianie dusze mieli.

Każdego też zmarłego łebianina bez pardonu odprawiał od niebieskiej furty. Że jednak błądzić jest rzeczą ludzką, a Piotrowi nic, co ludzkie nie było obce, kiedyś przez biurokratyczne niedopatrzenie wpuścił sędziwy wrótnik do niebios siedmiu łebian. Minąwszy wysokie progi zaraz zaczęli żyć po swojemu. Pili, kurzyli fajki, kradli harfy i aureole, rozbijali aniołom głowy. Raj zmienili w piekło i nie sposób było bezdusznych zawalidrogów wykwaterować, aż sam Pan Bóg wpadł na szczęśliwy pomysł. Wstał z tronu i zawołał: – Okręt w strądzie!

Siedmiu łebian natychmiast wybiegło za niebieską bramę. Wrócili co tchu na nadbałtycką ziemię. Święty Piotr zamknął szybko za nimi wrota raju…

wg Franciszka Fenikowskiego

Książę Dziani

Plakat - Dziani

„Pokochaj moje oczy…” – Książę Dziani z Cygańską Gwiazdą Tańca w koncercie walentynkowym – czwartek 14 lutego – 18:00 w Bibliotece Miejskiej.

Dziani: Wraz z moim bratem Wasylem – Juniorem od dzieciństwa pałętaliśmy się po scenie w czasie występów zespołu „Roma”. Takie już chyba było nasze przeznaczenie. Zdolności artystyczne, przekazywane w rodzinie od pokoleń, owocują. Wspomnę, że Randia, to siostra mojej mamy. Masio Sylwester Kwiek i Edward Dembicki to moi wujkowie. Jestem też kuzynem Michaja Burano, bardziej dziś znanego na świecie jako John Mikę Arlow. Mój tata Don Wasyl pochodzi z królewskiej rodziny Cyganów wielkomiejskich. Obecny król Cyganów jest naszym kuzynem. Rodzina nasza należy do dynastii Baro Szero (Wielka Głowa), tytułowana jest także jako Szero Rom (Głowa Cyganów) – wielkiego sędziego, zwierzchnika Polskiej Romy, zwanego „Królem Cyganów”. Oprócz mojego klanu, czyli Polskiej Romy, istnieją w Polsce inne szczepy cygańskie jak: Synti, Kelderaszi, Lowari czy Bergitka Roma.

Muzyka, którą ja prezentuję to wybuchowa mieszanka cygańskiego folku z dynamicznymi i tanecznymi rytmami latynoamerykańskimi. W Polsce nikt jeszcze takiej muzyki nie prezentuje.

Spotkanie ze Zbigniewem Karnickim

Plakat - Spotkanie ze Zbigniewem Karnickim

Spotkanie z wybitnym ekspertem w dziedzinie rybołóstwa, dyrektorem naukowym Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni – Dr inż. Zbigniewem Karnickim.

Poniedziałek 11 lutego o godz. 17:00 w Bibliotece Miejskiej w Łebie.

Tematy:
– Od łowiska do półmiska czyli opowieści rybackie ze świata i okolic.
– Zasoby dorsza w Bałtyku.


Dr inż. Zbigniew Karnicki – wybitny ekspert w dziedzinie rybołówstwa, najczęściej przywoływany autorytet przy omawianiu ograniczeń połowów dorsza, juror IX Festiwalu Pomuchla.

Jego kariera zawodowa w całości związana jest z rybołówstwem, zaczynał od praktykanta i „obieracza kartofli” na statkach „Odry” w Świnoujściu. W roku 1965 rozpoczął pracę w Morskim Instytucie Rybackim w Gdyni i kontynuuje ją do dzisiaj, z przerwami na prace w Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ – FAO. W 1971 był stypendystą FAO w Usa i Kanadzie. W 1976-7 kierował największą polską morską ekspedycją naukowo-przemysłową na wodach Antarktydy. W 1979 oddelegowany został do pracy w Departamencie Rybołówstwa FAO w Rzymie, po siedmiu latach wrócił do MIRu, a w 1989 jednomyślnie wybrany został na Przewodniczącego Komitetu Rybackiego FAO, którego posiedzenia stanowią światowe forum rybackie – jak dotychczas to jedyny Polak na tym stanowisku. Zbigniew Karnicki jest współautorem Kodeksu Odpowiedzialnego Rybołówstwa, uznawanego za światową „biblię” rybacką. Od 1992 do dzisiaj wydaje Wiadomości Rybackie. W 1993 r. wygrał konkurs na dyrektora w Departamencie Rybołówstwa FAO w Rzymie, pracę w FAO zakończył (po osiągnięciu obowiązującego tam wieku emerytalnego) na stanowisku dyrektora ds. Polityki i Planowania Departamentu Rybołówstwa. W 2002r. wrócił do kraju, do Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni i jest tam do dzisiaj dyrektorem naukowym.

Pożegnanie z Łebą

1 stycznia – Dwanaście głucho brzmiących uderzeń dzwonów – nastał rok 1945, przeznaczenie rozpoczęło swój bieg. Siedzimy w pokoju w naszej „willi na wydmie” w Łebie. Podano skromny kieliszek grzanego wina.

14 stycznia – Jest niedziela. Wybieramy się na wspaniały spacer do Wydmy Łąckiej, Elisabeth, Willy Palm i ja. Wydma położona jest ok. 8 km na zachód od Łeby, idzie się do niej wzdłuż plaży. Jej wysokość sięga 45 m, a swoją powierzchnią zajmuje 1 na 2 km, na wysokiej mierzei pomiędzy jeziorem Łebsko i pobrzeżem Bałtyku. Z najwyższego punktu rozlega się wspaniały widok. Na południu widać dużą taflę jeziora Łebsko – 75 km2. Daleko na zachód, ponad gładkim lustrem wody, znajduje się najwyższe wzniesienie terenu 0 115 m n.p.m. – Rowokół niedaleko Smołdzina. Na północy szumi i huczy morze. Jest trzaskający mróz i leży trochę zlodowaciałego śniegu. Niewypowiedziane piękno stanowi obraz słońca zachodzącego nad Rowokołem. Chmury tak piękne na Pomorzu, jakich nie ma nigdzie w Niemczech, świecą wspaniałymi barwami. Mam wrażenie, jakby miał to być pożegnalny obraz pomorskiego krajobrazu. Mówimy niewiele, wolno wracamy do Łeby. Idąc pod wiatr wiejący silnie z północnego wschodu, zatrzymujemy się wiele razy, aby raz jeszcze odwrócić się i podziwiać cudowny obraz wieczornego nieba. To ostatnia piękna niedziela na Pomorzu. Przywołuje wspomnienie niektórych słonecznych dni na plaży, wydmach, podczas pieszych wycieczek i przejażdżek łódkami po jeziorze Łebsko. Jakże pięknie pisał Maximilian Nitschke w błogich dniach pokoju, w swoim przewodniku po „Błękitnej Krainie”:

Kto patrzy pustymi oczyma,

ten widzi tylko piasek.

Jednak w czyim sercu piękno,

temu jawi się kraj cudowny.

18 stycznia – Wystrzeliwujemy ostatni egzemplarz Rheintochter, numer 84. To przejmujący widok, kiedy ciężka rakieta wylatuje z lawety i pędzi po niebie. Obraca się to w prawo, to w lewo, gdy otrzyma z dołu docierający do niej bezprzewodowo rozkaz. Lecz czy jest w stanie przesądzić o losach wojny? Teraz, gdy Niemcy mają nóż na gardle? Nie, jest już za późno.

24 stycznia – Rosjanie nadciągają zaskakująco szybko. Wczoraj upadla Bydgoszcz, teraz Armia Czerwona atakuje Poznań, a w następnej kolejności Pomorze. Cała Łeba i Pomorze pakuje się!

28 stycznia – Odjazd transportu planujemy na jutrzejszy dzień (…) Wieczorem raz jeszcze idziemy z Elisabeth do Kurhausu. Znów jest niedziela. Chce powiadomić starego Nitschkego, 80-letniego właściciela domu zdrojowego, że on i jego żona mogą jechać z nami jutro rano. Tak więc siedzimy z państwem Nitschke w znajomych pomieszczeniach Kurhausu, w zamku nad morzem, po raz ostatni. Pokój oznaczony numerem 12 był przez ponad dwa lata moim mieszkaniem. Odżywa wspomnienie pięknych wieczorów przy lampce wina, złotego jubileuszu małżeństwa przed trzema miesiącami, niejednego węgorza i łososia, słonecznych letnich dni, podczas których plaża przed domem zdrojowym zapełniona była pięknymi „nimfami wodnymi”, mroźnych zimowych wieczorów, kiedy szalała burza, a papa Nitschke, siedząc przy grzanym winie, opowiadał historie z przeszłości Pomorza.

29 stycznia – Odjazd!

7 lutego – Znowu jestem w Łebie. Na stacji doświadczalnej wszystko koncentruje się teraz na pakowaniu, sprzątaniu i jeżdżeniu na dworzec. Ubyło rąk do pracy. 41 naszych rosyjskich jeńców pojechało jednym z transportów do Karlshagen. Któż wie, gdzie są teraz? Gestapo chciało ich rozstrzelać. Mój zdecydowany protest uratował im, mam nadzieję, życie. Churchill, Roosevelt i Stalin spotkali się gdzieś w Rosji (konferencja w Jałcie). Oni już coś wykombinują.

9 lutego – Stopniowo Łeba staje się obszarem wycofującego się frontu. Oddziały SS i Volkssturmu ciągle jeszcze budują zasieki. Wszytko to wydaje mi się pozbawione sensu. A Rosjanie są już coraz bliżej…

18 lutego – Ryszard Wagner: „Latający Holender”! Kilka wspaniałych godzin spędzonych przy radiu. W to niedzielne popołudnie wszystkie wojenne wydarzenia wokół mnie i na całym świecie odpływają w niepamięć.

26 lutego – Właśnie wysłaliśmy ostatni wagon. To, co pozostało na placu, musi zostać wysadzone w powietrze.

28 lutego – Rosjanie i front zbliżają się.

5 marca – Zarządzam odjazd następnego rana. Lepiej będzie czekać na mający odpłynąć statek w Gdyni.

6 marca – Budzik ryczy przeraźliwie. Właśnie minęła ostatnia noc w Łebie! Po raz ostatni stoję na stanowisku dowodzenia. Jakże często kierowałem akcjami z tego miejsca, które stanowiło centralny punkt rozciągającego się zakładu, w którym zbiegały się sznurki ze wszystkich miejsc terenu. Pociągałem za niedostrzegalne gołym okiem „sznurki” samolotów, nawet tych lecących na wysokości od 6 do 10 tysięcy metrów. Tam w dole znajduje się budynek główny, tam warsztat, hala, stanowisko ogniowe „Drachenfels”, z którego wzlatywały w niebo rakiety. Tam z kolei rozciąga sie „Dolina Słowików”, a za nią „Błękitna Kraina”. Na północy wody Bałtyku, którego fale dobijają do brzegu w niezmiennym od wieku rytmie. I ta biała plaża! Jakież to wspaniałe uczucie, kiedy jasny żar letniego słońca spoczywa na twoim ciele! Daleko na wschodzie i zachodzie ciągną się plaża i wydmy porośnięte ciemnymi sosnami. Błękitny Bałtyku! Od tysiącleci wyśpiewujesz swą starą pieśń, ciągle od nowa! A nad tobą rozciąga się przejrzyście niebieskie niebo. Żegnaj błękitny Bałtyku, żegnaj wieczna melodio fal wyśpiewujących tęsknotę, żegnaj plażo i Łącka Góro, zegnajcie nimfy wodne, żegnaj Błękitna Kraino!

Wyjeżdżamy, jest 8.30.

Fragmenty Kartek z pamiętnika dr. Heinricha Huppertza,

kierownika niemieckiej stacji doświadczalnej broni rakietowej w Łebie – Rąbce

Powitanie Łeby

Do Łeby przybyłam razem z mamą i braćmi w Święta Bożego Narodzenia 1945 roku, po trwającej blisko trzy doby podróży. Przybyliśmy z Wieliczki, miałam wówczas 12 lat.

W Łebie od czerwca czekał na nas tata, który wyruszył wcześniej na rekonesans na „ziemie odzyskane” razem ze swoim ojczymem. W poszukiwaniu miejsca dla swoich rodzin dotarli aż do Kołobrzegu, ale miasto było wówczas ogromnym gruzowiskiem. W drodze powrotnej utknęli na dworcu kolejowym w Lęborku, więc gdy kolejarze zapowiedzieli, że pojedzie pociąg do Łeby – wsiedli do niego. Byli w pierwszej piętnastce Polaków, którzy postanowili na czas jakiś tu zostać, jak się okazało – dziadek do 1949r., a ojciec – do końca życia.

Opowiadali nam później swoje pierwsze wrażenia z miejsca, w którym się znaleźli. Łeba w przeciwieństwie do innych miast, do których wcześniej dotarli,nie była zniszczona działaniami wojennymi. Gdy więc odszukali polskiego urzędnika ? okazał się nim siedzący na schodach magistratu burmistrz ? ten poradził im, by poszukali sobie mieszkania i wrócili zapisać się na wykazie mieszkańców. Mój dziadek, reprezentant przedwojennej klasy urzędniczej, zbulwersowany był widokiem urzędującego na ulicy burmistrza, który siedział podobno na tych schodach boso, a buty stały obok.

Na miejsce zamieszkania ojciec wybrał sobie pusty lokal przy ul. Rynkowej (obecnie Powstańców Warszawy). Do tego lokalu przylegało mieszkanie zajmowane przez starszą Niemkę, do której rodzice polecili nam zwracać się „Frau Riszke”.

Wspomnienie mojego pierwszego wrażenia po wyjściu z pociągu w Łebie związane jest z potężnym, nasilającym się nierównomiernie hukiem, który później poznałam jako odgłos sztormu oraz ze specyficznym zapachem ? solnym zapachem wody morskiej i zapachem wędzarnianych dymów. Długo jeszcze w mojej świadomości te doznania dominowały, zanim nie straciły swej ostrości wskutek codziennego oswajania się z nimi.

A moje pierwsze spotkanie z morzem było tym, co dzisiaj określa się ?szokiem?. Miało ono miejsce na skarpie przy Neptunie, skąd w towarzystwie rodziców i braci zobaczyłam je – potężne i groźne, a jednocześnie jakże piękne! Widok ze skarpy wydał mi się obrazem z baśniowej opowieści o Królowej Lodu: brzeg morza był skuty lodem, ukształtowanym fantazyjnie; wysokie fale sztormowe napływające z głębi niezamarzniętego morza rozbijały się o przybrzeżne zlodowacenia, tworząc rozbryzgujące się pióropusze białej piany.

Ten grudniowy, pierwszy spacer w Łebie zaznaczył się w mojej pamięci także nieprzyjemnym wrażeniem lęku w związku ze zwiedzaniem opustoszałego, zdewastowanego kamiennego zamku. Tata powiedział nam, że był on prawdopodobnie własnością dygnitarza III Rzeszy, co już budziło we mnie poczucie zagrożenia, wyniesione z czasu okupacji. Zamek – obecny Neptun – był otwarty, drzwi były powyrywane, szyby w oknach potłuczone, szarpane silnym wiatrem resztki okiennic z łoskotem obijały się o ściany. W pomieszczeniach powyrywane parkiety, okaleczone podłogi pokrywały szkła potłuczonych luster i szyb, a nad nimi hulał wiatr, unosząc sterty papierów, szmat i innych śmieci. W niektórych pomieszczeniach były pozostałości palonych ognisk, nie do zniesienia był unoszący się trupi fetor. Opuściliśmy zwiedzany obiekt w popłochu, z przeświadczeniem, że czai się w nim jeszcze jakieś zło…

Ferie zimowe 2008


14.01. poniedziałek

Survival na co dzień – spotkanie ze st. sierżantem Waldemarem Kupicz z Komisariatu Policji w Łebie, godz. 16



15.01, wtorek

Origami, krzyżówki, rebusy – gry i zabawy prowadzi Maria Rabka, godz. 16



16.01, środa

Szkoła miłości – warsztaty muzyczne i spotkanie z Tomkiem Kamińskim, kompozytorem, skrzypkiem, tekściarzem i wokalistą (www.kamiński.net.pl) godz.17



17.01, czwartek

Origami, krzyżówki, rebusy – gry i zabawy prowadzi Maria Rabka, godz. 16



18.01, piątek

Czy wiesz, że… Ptasie Ciekawostki – multimedialnie Katarzyna Sitkowska SPN, godz. 12



21.01, poniedziałek

Survival na co dzień – spotkanie ze st. sierżantem Waldemarem Kupicz z Komisariatu Policji w Łebie, godz. 16



22.01, wtorek

Origami, krzyżówki, rebusy – gry i zabawy prowadzi Maria Rabka, godz. 16



23.01, środa

Baw się razem z nami – rozrywki umysłowe, gry planszowe, godz. 16



24.01, czwartek

Origami, krzyżówki, rebusy – gry i zabawy prowadzi Maria Rabka, godz. 16



25.01, piątek

Czy wiesz, że… Ptasie Ciekawostki – multimedialnie Katarzyna Sitkowska SPN, godz. 12


Bajkowy tort na dobre zakończenie – godz. 16

2014

>>2014<<

Ewa Grabiec (2014-11-05)


Ewa Minkowska (2014-11-05)

Izablea Pajuro (2014-10-15)

Magdalena Ciszek (2014-10-15)

Danuta Szymanowska (2014-10-14)

Tadeusz Salamon (2014-10-14)

Halina Stachewicz i Krystyna Buchwald (2014-10-12)

Ewa i Stanisław Horanin (2014-10-12)

Łukasz Kotkowski (2014-10-04)

Zygmunt Szultka (2014-09-14)

Joanna Czerwińska (2014-09-14)

Joanna Polak (2014-09-14)

Adam Meller-Kubica (2014-09-07)

Wiktor Tyburski (2014-09-07)

Christos Mandzios (2014-09-07)

Dariusz Chmielewski (2014-09-07)

Andrzej Samborski, Jacek Szpunar (2014-08-17)

Fabia Gunter-Sperber (2014-08-06)

Pepe Cabana Kojachi (2014-08-03)

Michał Malinowski (2014-08-03)

Marcin Styczeń (2014-07-27)

Anna Kamińska, Marta Pipowska, Dariusz Kamiński (2014-07-24)

Krzysztof Petek (2014-07-22)

Eilina Dailidien (2014-07-22)

Katerina Malamitsa (2014-07-22)

Panagiotis Kokkotas (2014-07-22)

Piotr Baron, Frank Parker, Jacek Niedziela (2014-07-17)

Edmund Wittbrodt (2014-07-08)

Barbara Igielska (2014-07-08)

Ilona Błaszczyk-Rzeppa (2014-07-08)

Książę Łeby Zbyszko I (2014-07-08)

Krzysztof Petek (2014-05-01)

Joanna Schodzińska i  Bogdan Libich (2014-03-10)

Paulina Strzegowska (2014-02-16)

Chór Gloria z Zielenogradska (2014-01-06)